Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

piątek, 26 sierpnia 2016

NIE BĘDZIEMY RAZEM. KONKLUZJA

Jeśli od kilku tygodni ten rząd zapewnia wszem i wobec, że jest miłośnikiem demokracji i ponad wszystko szanuje prawa opozycji, a III RP to kraj kwitnących praw obywatelskich – jakże może podjąć twardą rozprawę z patologiami tego państwa lub postawić przed sądem zdrajców – obecnych „opozycjonistów?
Nietrudno zrozumieć, że każda, najmniejsza próba rozliczenia reżimu PO-PSL zostanie natychmiast okrzyknięta „polityczną zemstą” i „pogwałceniem zasad demokracji”. Przyjdzie to tym łatwiej, że obecny rząd przyjął reguły narzucone przez przeciwnika i głosząc pochwałę „demokracji III RP” zamyka sobie drogę do wyjawienia prawdy o ostatnich ośmiu latach.
Pułapka demokracji okaże się tym bardziej skuteczna, że zastawiono ją na arenie międzynarodowej, w środowisku wrogim i dalekim od znajomości spraw polskich. Odtąd każdy łajdak, któremu chciano by postawić zarzuty, będzie mógł wylewać żale na forum PE i udowadniać, że stał się ofiarą „nagonki politycznej”. Gdyby komuś przyszło do głowy stawiać przed sądem polityków PO-PSL – niechybnie usłyszymy o okrutnym „prześladowaniu opozycji” i „zamachu na demokrację”. Tym kontroskarżeniem można zablokować wszelkie działania w sprawie Smoleńska, ale też sprawy dotyczące afer i pospolitych przestępstw”.
Przypominam fragment styczniowego tekstu „SAMOBÓJSTWO W OBRONIE DEMOKRACJI”, by definitywnie przeciąć spekulacje dotyczące intencji grupy rządzącej i w miejsce łatwego optymizmu zaproponować realną ocenę.
Trudno pojąć, dlaczego po roku prezydentury A. Dudy i rządów Prawa i Sprawiedliwości, nadal funkcjonuje mitologia „dobrych zmian”, a wyborcy PiS trwają w przeświadczeniu, że ich wybrańcy podejmą walkę z patologiami III RP. Przyznaję – jest to dla mnie fenomen społecznego odurzenia, niewytłumaczalny na gruncie logiki i racjonalnych kategorii.
I nie miałbym nic przeciwko tej bałwochwalczej wierze (kompromituje wyłącznie wyznawców i ich idoli), gdyby ów stan ignorancji i umysłowego niedołęstwa, nie groził poważną zapaścią i utrwaleniem rządów politycznych hochsztaplerów. Gdyby nie był niebezpieczny dla naszej przyszłości i tych, nielicznych osób, które zadają jeszcze pytanie- co dalej?
Wiara, że PiS chce zmienić III RP i z komunistycznego bękarta stworzyć wolne państwo, jest bowiem równie niedorzeczna, jak niezbędna dla kolejnych zastępów oszustów i utrwalaczy magdalenkowego szalbierstwa. To oni skorzystają na operacji „wymiany wody” wykonywanej dziś rękami PiS i przejmą rządy po wyborach 2018. Jest to zatem kwestia naszego bezpieczeństwa, którego ten rząd i ta grupa polityków nie potrafią Polakom zapewnić.
Uważam jednak, że nie można dłużej trwać w roli recenzenta i krytyka grupy rządzącej i mocą rzeczowych argumentów próbować walki z zaślepieniem i wszechobecną głupotą.
Szkoda na to czasu i uwagi czytelników bezdekretu. Trzeba przyjąć cezurę, która chroniąc nas przed rozgoryczeniem i frustracją, otworzy wzrok na wizję długiego marszu i sensownych, politycznych rozwiązań.
Przez dziewięć lat, w miarę możliwości i predyspozycji wspierałem ludzi spod znaku Prawa i Sprawiedliwości. Nie z sympatii, więzów towarzyskich ani dla korzyści. Byli jedyną alternatywą dla antypolskiej zbieraniny pustoszącej mój kraj. Trzy lata przed wyborami parlamentarnymi 2015, przestrzegałem przed „drogą donikąd” i przekroczeniem cienkiej „granicy przyzwoitości”. Rok później pisałem o zastawionej „pułapce demokracji” i potrzebie „obalenia republiki”. Przed rokiem zaś – o braku „oferty dla radykałów” i „aksamitnej zdradzie”.  Dziś już tylko o „cyrografie”. I nic więcej nie mogę uczynić.   
Jest coś głęboko tragicznego  w tej zabobonnej wierze, jakoby partia pana Kaczyńskiego miała wolę rozliczenia zbrodni komunizmu i postępków jego sukcesorów, w tym usilnym przekonaniu, że okaże się zdolna obalić porządek okrągłego stołu i zbudować państwo wolnych Polaków. Tragizm staje się tym bardziej widoczny, im pogłębia się kontrast między oczekiwaniami milionów wyborców, a praktyką partyjnych macherów.
Wiem, skąd bierze się ta wiara, lecz nie potrafię jej usprawiedliwić. Nie pytam też – dlaczego jest umacniana, bo spodziewam się najgorszej odpowiedzi. 
Trzeba mocno zaciskać oczy, by nie dostrzec logiki „dobrych zmian” - partyjnych pochwał dla „demokracji” i „ducha dialogu”, gloryfikowania „roli opozycji” i zapewnień o „poszanowaniu” jej praw. Trzeba zapomnieć o bojaźni wobec dyktatu brukselskich terrorystów, o poparciu dla szkodników i kapusiów bezpieki, o szemranych nominacjach i geszeftach z ośrodkami propagandy, o słowach, które uwłaczały Polakom i niosły zapowiedź prawdziwych intencji – „nie możemy w tej chwili myśleć o żadnym rewanżu, o żadnym odwecie”.
Trzeba udawać, jak nieistotna jest  prawda o śmierci księdza Jerzego i wiedza zawarta w Aneksie. Trzeba zapomnieć o setkach przestępstw i niegodziwościach poprzedniego reżimu, o krzyku z Krakowskiego Przedmieścia, o zdradzie hierarchów „pojednanych” z wysłannikiem Putina i zaprzaństwie politycznych „elit”. O tym, kto i co mówił po Smoleńsku i jak dalece cuchnął agenturą lub pospolitym tchórzostwem. Trzeba nie widzieć głupoty i słabości polityków tego rządu i rozgrzeszać ich błędy dialektyką „ataków opozycji”. Trzeba powtarzać sobie – jak wspaniałego mamy prezydenta, byle nie dostrzec pustki rocznego bilansu, pijarowskiej fasady i deficytu wizji wolnego państwa.
Zaiste - trzeba też pogardy dla rozumu i własnych aspiracji, by nadal powtarzać mantrę o „wybitnych strategach”, „cierpliwości” i „mobilizacji”.
Nie mam zdolności do takiej wiary i poświęceń.

Kończąc publicystyczną „przygodę” ze środowiskiem PiS-u, nie odmówię sobie jednak szczególnej konkluzji - wyrażonej w formie pytań. Ze świadomością, że nie uzyskam na nie odpowiedzi i bez nadziei na zrozumienie moich intencji.
Pytam tych, którzy po ośmiu latach rządów sukcesorów komunizmu przejęli władzę i mienią się dziś „patriotyczną reprezentacją narodu” – dlaczego oszukujecie moich rodaków?
Dlaczego Obcych każecie nazywać „opozycją”, a komunistyczną hybrydę - państwem prawa i demokracji?
Dlaczego mieszacie dobro ze złem i na zwodniczym mezaliansie Polaków z apatrydami pozorujecie odbudowę narodu ?
Dlaczego własne zaprzaństwo, słabość i koniunkturalizm okrywacie komunistycznym hasłem „spokój – dialog – kompromis” i chcecie zamazać nieprzekraczalne granice regułami narzuconymi przez wrogów?
Czemu sięgacie po semantyczne szalbierstwo i tchórzliwie odmawiacie rzeczom ich  właściwego imienia?
Kto dał wam prawo ukrywać prawdę o państwie zbudowanym na zabójstwie księdza Jerzego? Kto pozwolił taić wiedzę o życiorysach utytułowanych kapusiów i pod osłoną „zbiorów zastrzeżonych” chronić pospolitych bandytów ?
Kto kazał wam wybierać „mniejsze zło” i wbrew wiedzy Polaków dokonywać geszeftów ze zgrają twardogłowych typów?
Dostaliście od nas władzę po to, by mizdrzyć się do zamordystów i zapewniać eurołajdaków, że w III RP „demokracja ma się dobrze”?  
Zaufano wam dlatego, byście mogli celebrować „prawa opozycji” i „budować wspólnotę” z apatrydami?
Wybrano was po to, żeby ułatwić kariery waszych kompanów – głupowatych pismaków, „ekspertów” z bożej łaski, zniewolonych dogmatami „intelektualistów” i zwykłych cwaniaków?
Otrzymaliście od wyborców pełnię władzy, by dla partyjnych korzyści przyjmować pozę „ofiary” i bezmyślnie liczyć dni do odejścia jakiegoś sędziego?
Kiedy przedstawicie Polakom rzetelny bilans rządów PO-PSL i prezydentury Komorowskiego – bez medialnych inscenizacji i tragikomedii o „sokowirówkach” ?
Kiedy swoich sejmowych towarzyszy posadzicie na więziennych pryczach, pokażecie kulisy umowy gazowej, kradzieży polskich stoczni, afery marszałkowej i setek innych występków dzisiejszej „opozycji” ?
Czy zrezygnujecie z propagandowych spektakli dla gawiedzi, z tropienia politycznych „płotek” i epatowania trzeciorzędnymi „aferami”?
Jak zamierzacie rozprawić się z działalnością ośrodków propagandy, oczyścić życie publiczne z ruskich rabów i zgrai agentury wpływu?
Kiedy stworzycie polski wymiar sprawiedliwości – bez peerelowskich sługusów i ćwierćinteligentów w sędziowskich togach?
Czy zbudujecie polską policję - wolną od wzorców milicyjnej „władzy”, profesjonalną i służebną wobec obywateli ?
Kiedy przestaniecie hołubić szemranych „biznesmenów” i  strażników esbeckiej kasy, kiedy zwrócicie Polakom media zbudowane na zagrabionym majątku ?
Jak naprawicie krzywdy wyrządzone przez poprzedni reżim, zadośćuczynicie ludziom dotkniętym agresją policji, służalstwem prokuratur i bezprawiem sądów?  
Czy przywrócicie im poczucie sprawiedliwości i pewność, że państwo nie jest ich wrogiem?
Kiedy zapewnicie Polakom choćby minimum bezpieczeństwa – bez groźby obcych kombinacji, skutków akcji hybrydowych i arogancji politycznej agentury wpływu?
Pytam również - jak możecie stawiać na piedestale prezydenta, który działa wbrew interesom obywateli i ukrywa przed Polakami informacje o istnieniu i zawartości Aneksu do Raportu z Weryfikacji WSI?
Czemu stworzyliście ten fałszywy „projekt pijarowski” i każecie wierzyć wyborcom, że mają reprezentanta na czas najgroźniejszych wyzwań?
Dlaczego chronicie tajemnice środowiska b. WSI i postępki reżimu belwederskiego, ignorujecie sądowe zeznaniach świadka Winiarskiego i wiedzę o byłym lokatorze Belwederu?
Dlaczego Polacy mają płacić emerytury funkcjonariuszom obcego reżimu, swoim nadzorcom i prześladowcom?
Kto zdecydował, że spod zapisów waszej ustawy „dezubekizacyjnej” wyłączyliście najwierniejszych sługusów okupanta – ludzi komunistycznych służb wojskowych i „czerwoną generalicję” LWP ?
Czemu zachowujecie na stanowiskach urzędników powołanych przez Komorowskiego, celebrujecie jego kompromitujące „doktryny” i „strategie bezpieczeństwa narodowego”, podążacie drogą jego „koncepcji” i  „sojuszy strategicznych”?  
Jakim prawem powołujecie się na tradycję Żołnierzy Niezłomnych, jeśli głosicie postulat „konsensusu” z sukcesorami komuny i „porozumienia” z antypolską hołotą?
Co wy – zwolennicy niewolniczego „georealizmu” i „przyjacielskich relacji” z Niemcami i Rosją - macie wspólnego z tradycją II Rzeczpospolitej?
Co was łączy z walką o Niepodległą, skoro sowieckiego bękarta uznajecie za trwały element polskości i w panice uciekacie przed  dychotomią My-Oni?
Ile utworzyliście grup eksperckich, środowisk doradczych i naukowych, dla wyjaśnienia sprawy zamachu smoleńskiego, jak wielkie środki przeznaczyliście na ten polski obowiązek ?
Gdzie – po roku waszych rządów, są zespoły najlepszych prawników i prokuratorów, stawiających zarzuty zdrajcom i ich pomagierom?
Co zrobiliście na arenie międzynarodowej, by prawda o zamachu ocaliła Europę przed kolejną agresją Putina?
Kiedyż to oczyściliście służby III RP z esbeckich złogów, z nieudaczników i ludzi współpracujących z wrogiem, że ośmielacie się zapewniać, iż służby te gwarantują Polakom bezpieczeństwo?
Dlaczego każecie wierzyć, że człowiek, który świadomie ucieka od trudnych tematów i stoi na straży tajemnic Belwederu, jest prezydentem na miarę polskich wyzwań i ambicji ?  
Dlaczego rodakami nazywacie postaci, które na nienawiści oparły swoją władzę, drwiły  z praw ludzkich i boskich i chciały nas „pojednać” z wrogami polskości?
Mamy zapomnieć o zdradzie hierarchów „jednających” Kościół z wysłannikami kremlowskiego bandyty, o ich haniebnych nawoływaniach do „pojednania zrodzonego z krwi”?
Mamy przyklasnąć kłamstwom o „zasypywaniu podziałów”, których nie stworzyli Polacy i uczestniczyć w „odbudowie wspólnoty” z tymi, którzy żałobę po śmierci rodaków nazywali „nekrofilią” i szydzili z osób modlących się przed krzyżem?
Dlaczego mamy zaufać partyjnym „mężom stanu”, którzy od lat popełniają kardynalne błędy i już raz oddali władzę za miraże parlamentaryzmu i demokracji III RP? Kto zagwarantuje, że za cenę tego samego mitu, ponownie nie wystawią Polaków na hańbę i upokorzenia?
Mamy polegać na politykach, którzy w 2010 roku wygasili potencjał narodowej mobilizacji  i skierowali go na polityczne manowce?
Mamy wierzyć partyjnym „strategom”, którzy otrzymawszy od nas pełnię władzy i przywilej zaufania społecznego, dobrowolnie weszli w pułapkę demokracji  i poddali swoje działania osądowi unijnych nieprzyjaciół?
Mamy ufać, że ludzie, którzy boją się dotknąć sprawy mordu założycielskiego sprzed 30 lat, unikają sądzenia zbrodniarzy i rozprawy z sądową kliką, znajdą odwagę wyjaśnienia zamachu smoleńskiego?
Mamy oczekiwać prawdy o tej zbrodni od wyznawców tchórzliwego „georealizmu” i piewców unijnej „integracji”?
Mamy patrzeć przychylnie, gdy wciąż pozwalają Obcym montować kampanie nienawiści i oczerniać nasz kraj przed międzynarodową hałastrą?
Mamy uznać, że po ośmiu latach tragedii rządów PO-PSL, po setkach aktów zdrady i zuchwałego bezprawia, najpilniejszą potrzebą społeczną był „program 500 +” i szukanie „kompromisu” z nienawistną watahą? 
I dlaczego mielibyśmy wierzyć, że szczytem polskich aspiracji jest populistyczne rozdawnictwo i roszady w spółkach skarbu państwa, zaś lokowanie miernot w miejsce łajdaków zapewni nam budowę uczciwego państwa?
Co odróżnia wyborców Andrzeja Dudy od wyznawców Komorowskiego, jeśli nie mają odwagi pytać - o przyczynę zatajenia Aneksu, o sprzeciw wobec honorowania płk. Kuklińskiego, o odmowę likwidacji komunistycznych „trybunałów” i ucieczkę od rozliczenia poprzedniej prezydentury?
Co odróżnia luminarzy „wolnych mediów” od ich kolegów z GW,TVN-u i Polsatu, jeśli chodzą po tych samych ścieżkach obłudy i z jednakowym tchórzostwem ukrywają przed Polakami tematy niewygodne dla grup trzymających władzę
Czym zwolennicy pana Kaczyńskiego różnią się od pogardzanych „lemingów”, skoro sami krępują wolną myśl i ograniczają aspiracje do miary potrzeb partyjnych politruków?
Jaka oddziela ich granica od niewolników politpoprawności, jeśli i oni wiedzą – co, gdzie i jak można powiedzieć, by nie podpaść pod miano „radykała” i „wroga” partii rządzącej?
Mamy wierzyć, że pisowscy  głosiciele pluralizmu staną się nagle odkrywcami prawdy i odważą na czyny, jakie ludzie honoru podejmują wobec zdrajców ojczyzny?
Mamy sądzić, że polityczne wydmuszki, zapewniające Polaków o kwitnącej demokracji, zachowają się jak mężczyźni i wzorem śmiałych Norwegów rozprawią z rodzimą bandą quislingowców ?
Kto boi się powiedzieć Polakom, że część populacji zamieszkującej nad Wisłą nie należy do narodowej wspólnoty i jest bękartem nieprawego związku komunizmu z polskością, nie powinien stroić się w patriotyczne szaty ani pozorować budowy wolnego państwa.
Komu milsze umizgi do eurołajdaków i załgana mitologia demokracji , niech nie mami nas obroną polskości i  polskiej racji stanu.
Kto zwodzi wyborców kłamstwem „zgody budującej” i ukrywa prawdę o genezie tego państwa, już prowadzi nas na manowce.
Nie da się zbudować Niepodległej na kompromisie Obcych z Polakami. Kto próbuje podobnego szalbierstwa, drwi z naszych marzeń i narodowych aspiracji.
Z takimi - nie chcę mieć nic wspólnego

czwartek, 4 sierpnia 2016

PRZEGRANA WOJNA – (2) TERAPIA


Warunkiem zastosowania adekwatnych środków jest prawidłowa diagnoza. Ponieważ władze III RP nie są zdolne do rozpoznania zagrożeń wewnętrznych i próbują je tłumaczyć logiką „mechanizmów demokracji”, nie należy spodziewać się podjęcia skutecznej terapii.
W realiach państwa owładniętego mitologią demokracji nie sposób oczekiwać, że środowiska nazywane dziś „opozycją”, będą potraktowane jako dywersanci lub określone mianem politycznej agentury wpływu. Tym większą naiwnością byłoby sądzić, że ośrodki wrogiej propagandy (nazywane mediami prywatnymi), w których tak chętnie brylują politycy PiS i urzędnicy prezydenta, zostaną zlikwidowane bądź poddane jakimkolwiek ograniczeniom.
Świadomość takiego stanu sprawia, że proponowane poniżej rozwiązania mają wyłącznie walor teoretyczny i nie znajdą zastosowania w okresie rządów Prawa i Sprawiedliwości. Wskazuję je, jako przyczynek do dyskusji nad rzeczywistymi zagrożeniami, mając nadzieję, że doczekamy się kiedyś rządu, który odrzuci antypolskie dogmaty mitologii III RP i przywróci Polakom poczucie bezpieczeństwa.

Za pierwszy i nieodzowny warunek walki z zagrożeniami wewnętrznymi uważam przeprowadzenie wielowątkowej terapii językowej - semantycznej. Chodzi o odbudowę podstawowego systemu pojęć zniszczonych lub zdewaluowanych w okresie okupacji komunistycznej i trzech dekad pseudo państwowości III RP.
W życiu publicznym (w świadomości społecznej) trzeba przywrócić znaczenie słowom definiującym zagrożenia i opisującym stan rzeczywisty. Określenia „zdrada”, „dywersja”, „dezinformacja”, „wojna informacyjna”, „wroga propaganda”, „operacja wojny hybrydowej” itp. - muszą być sprecyzowane na nowo i włączone do języka publicznego (ustawy, regulacje prawne, przekaz medialny). Trzeba zaprzestać traktowania ich jako niewygodnych, a często „kontrowersyjnych” epitetów i przyjąć, że opisują autentyczne zachowania. Należy stosować je w odniesieniu do działań przedstawicieli partii politycznych i mediów i używać adekwatnie do obszaru zagrożeń. Penalizacja tych czynów powinna skutkować wprowadzeniem dotkliwych kar pozbawienia wolności, ograniczenia lub zakazu działalności poszczególnych partii politycznych i ośrodków medialnych.
Bez przeprowadzenia takiej operacji, nie ma mowy o zrozumieniu istoty zagrożeń związanych z wojną hybrydową i działaniem politycznej agentury wpływu. Ponieważ wymaga to rozstania z miazmatami poprawności politycznej i rezygnacji z języka dogmatyki III RP, jest to zadanie niewykonalne dla obecnych elit politycznych.
W tym samym obszarze działań, znajduje się postulat sporządzenia nowej strategii bezpieczeństwa narodowego, odpowiadającej skali obecnych zagrożeń.
Chyba niewiele osób ma świadomość, że obowiązująca dziś strategia powstała w roku 2014, pod kierunkiem byłego szefa BBN Stanisława Kozieja i stanowi zbiór tyleż jałowych, jak błędnych ogólników, nazwanych szumnie „strategią Komorowskiego”.  Również widniejąca na dzisiejszej stronie BBN, tzw. Biała Księga Bezpieczeństwa Narodowego, jest dokumentem z roku 2013, w którym nie tylko nie uwzględnia się skali współczesnych zagrożeń, ale bezpieczeństwo Polski uzależnia od ułożenia „partnerskich stosunków” z Rosją – „Pozytywne znaczenie dla wzmocnienia pozycji Polski miałoby partnerskie ułożenie stosunków z Rosją, a nawet przełom we wzajemnych relacjach, przy założeniu odejścia Rosji od mocarstwowej polityki wobec swoich sąsiadów oraz obrania drogi ku zwiększonej demokratyzacji.” – czytamy w tym sztandarowym dziele.

środa, 6 lipca 2016

PRZEGRANA WOJNA – (1) DIAGNOZA

Jesteśmy w stanie wojny, a przegrywamy ją dlatego, bo nie chcemy zdać sobie sprawy, że ją toczymy” – Ronald Reagan.

Żadne gwarancje NATO nie zapewnią nam bezpieczeństwa, jeśli sami nie usuniemy zagrożeń wewnętrznych i nie uwolnimy się od obcych wpływów. Obecność około tysiąca żołnierzy „batalionowej grupy bojowej”, będzie z pewnością ważnym uzupełnieniem architektury naszego bezpieczeństwa, ale w żaden sposób nie chroni nas przed niebezpieczeństwem związanym z wojną informacyjną i hybrydową. Nie oczekujmy również, że pobyt amerykańskich żołnierzy wpłynie na zmniejszenie aktywności obcej agentury lub oddali groźbę antypolskich działań politycznej agentury wpływu.
„Problem bezpieczeństwa państwa nie sprowadza się do tajemnic wojskowych, do walk wywiadów i kontrwywiadów, ochrony granicy państwa, jego sieci telekomunikacyjnych, gotowości bojowej wojska i innych kwestii tego rodzaju. Powiedziałbym nawet, iż w aktualnej sytuacji sprawy te - choć oczywiście ważne - nie są pierwszoplanowe. Taki charakter mają natomiast liczne kwestie związane ze sprawnością całości mechanizmu państwowego: płynność podejmowania decyzji, stopień podatności służb państwowych na korupcję i rozmaitego rodzaju inspiracje (np. w zakresie tworzenia prawa) ze strony sił obcych, sprawność aparatu ścigania, stopień podatności instytucji finansowych państwa na zakłócenia mogące zdestabilizować np. płynność obiegu pieniądza, warunki wiarygodności instytucji państwa na forum międzynarodowym i sporo innych zagadnień” - pisał przed ponad 20 laty prof. Andrzej Zybertowicz w książce -„W uścisku tajnych służb. Upadek komunizmu i układ postnomenklaturowy”.
Z tej trafnej diagnozy wynika, że kwestii bezpieczeństwa państwa nie można sprowadzać wyłącznie do powiększania potencjału militarnego. Trzeba spojrzeć na nie z perspektywy funkcjonalności całego mechanizmu państwowego, a szczególnie tych procesów, które zabezpieczają nas przed skutkami związanymi z zagrożeniem wewnętrznym. W tych sprawach możemy liczyć wyłącznie na własne siły.
Z wypowiedzi przedstawicieli NATO oraz deklaracji polskich polityków wynika, że gwarancja naszego bezpieczeństwa ma być oparta na efekcie odstraszania potencjalnych agresorów. Koncepcja odstraszania powinna zatem obejmować również obszar polityki wewnętrznej państwa, jego zdolności do reagowania na zagrożenia polityczne, informacyjne czy ekonomiczne.
To potrzeba tym ważniejsza, że w chwili obecnej istnieje niewielkie prawdopodobieństwo ataku militarnego na cele znajdujące się na naszym terytorium. Znacznie większym zagrożeniem wydaje się  możliwość uderzenia hybrydowego o charakterze niemilitarnym (działania ofensywne w cyberprzestrzeni, presja ekonomiczna, wielokierunkowe działania  dyplomatyczne) oraz groźba przeprowadzenia akcji terrorystycznych i operacji dezinformacyjnych. Równie poważne zagrożenie stwarzają próby destabilizacji sytuacji politycznej i ekonomicznej, kombinacje operacyjne wymierzone w strategiczne cele państwa, dywersja polityczna oraz działalność wrogich ośrodków propagandy.

sobota, 25 czerwca 2016

BREXIT A SPRAWA POLSKA

Gdybyśmy mieli klasę polityczną wolną od dogmatyki „georealizmu”, obecna sytuacja zostałaby wykorzystana w polskim interesie i stała się impulsem do odbudowy zdrowych relacji z państwami Europy. Ponieważ od ćwierćwiecza rządzą nami politycy owładnięci mitologią „integracji europejskiej” i utrzymywania „dobrosąsiedzkich relacji” z Niemcami i Rosją, zewsząd dobiega lament nad rzekomo fatalnymi skutkami Brexitu i „osłabienia spoistości” Unii Europejskiej.
Takie sytuacje przypominają, że jednym z polskich nieszczęść jest dominacja niewolniczej klasy politycznej, która od początku ułomnej państwowości III RP próbuje narzucić przeświadczenie, jakoby suwerenność Polski była oparta na „integracji” z państwami europejskimi i zależna od wypracowania „georealitycznego konsensusu” między Rosją i Niemcami. To rozumowanie doprowadziło Polaków do zguby w wieku XVIII, zdecydowało o narzuceniu okupacji sowieckiej w roku 1945 i do dziś niweczy wszelkie próby wybicia na Niepodległość.
Z zażenowaniem, ale bez zaskoczenia przyjmuję lamenty prezydenta Dudy, którego jedyna troska dotyczy dziś  zachowania jedność i spójność” Unii Europejskiej oraz obawy przed „efektem domina, by społeczeństwa kolejnych krajów nie powiedziały, że już nie chcą być członkami europejskiej wspólnoty”.
Z rozbawieniem czytam wypowiedzi R.Czarneckiego -byłego członka Samoobrony i doradcy A.Leppera, a dziś wielce wpływowego polityka PiS, który straszy Polaków katastrofalnymi skutkami Brexitu i opowiada brednie o „prezencie zrobionym Rosji”.
Z obowiązku odnotowuję też mądrości  B.Komorowskiego, w których były lokator Belwederu zachęca rząd do „głębszej integracji” i zachowania „spójności” UE oraz peroruje o „szampanie otwieranym na Kremlu”.
Łatwo dostrzec, że w obliczu takich wydarzeń, cała tzw. klasa polityczna III RP mówi jednym, całkowicie zgodnym głosem. Nie ma różnicy, między biadoleniem Andrzeja Dudy, lamentami Kwaśniewskiego i wywodami poprzedniego lokatora Belwederu.
W takich dniach, nie tylko widać realną wspólnotę establishmentu politycznego III RP, ale prawdziwy charakter tego państwa, zbudowanego na dwóch, szalbierskich dogmatach.
 Pierwszym jest pogląd, jakoby zdradziecka konstrukcja okrągłego stołu była jedyną, na której można budować państwowość. Próba podważenie tego fundamentu jest traktowana niczym herezja i zamach na Polskę. Wywołuje histeryczne oburzenie „elit” i prowadzi do miotania najcięższych oskarżeń.
Drugim łgarstwem jest przeświadczenie, jakoby „integracja” z Unią Europejską była idealną i niezastąpioną formą naszej obecności w Europie, zaś „budowanie dobrosąsiedzkich relacji” z   Rosją i Niemcami obowiązkiem, wynikającym z polskiej racji stanu.
W tej wąskiej doktrynie nie ma miejsca na refleksję historyczną i polityczną, a poglądy sprzeczne z tezami dogmatyków, są a priori odrzucane i negowane.

poniedziałek, 20 czerwca 2016

LIDER (NIE)BEZPIECZEŃSTWA

Bycie „liderem rankingu zaufania” to w III RP mocno wątpliwy zaszczyt. Doskonale pamiętamy, że poprzedni lokator Belwederu przez cztery lata wiódł prym wśród  polityków obdarzonych największym zaufaniem publicznym, wygrywał we wszelkich rankingach, a nawet zdobywał sympatię rzeszy wyborców PiS. Wówczas ta „norma sondażowa” była trafnie odbierana jako projekcja ordynarnej propagandy i traktowana z należytą nieufnością. Nikt przy zdrowych zmysłach nie wierzył w wytwory tzw. sondażowni i mogły one poruszać jedynie ludzi o mocno ograniczonych horyzontach.
Ponieważ nie uzyskamy odpowiedzi na tendencyjne pytanie – co w języku układu III RP oznacza postawienie prezydenta Dudy na czele tego samego rankingu, nie będę zamęczał czytelników dywagacjami na ten temat. Takiego „przywileju” nigdy nie dostąpił prezydent Lech Kaczyński, ale nie jestem zaskoczony, że udzielono go Andrzejowi Dudzie. Cieszyłbym się nawet, gdyby tylko ta cecha przypominała o pewnych podobieństwach obecnej prezydentury do kadencji B. Komorowskiego.
Niestety, analogie sięgają głębiej i dotyczą obszaru wyjątkowo istotnego ze względu na bezpieczeństwo narodowe.
Można bowiem dostrzec, że poglądy pana Andrzeja Dudy na kwestie zagrożenia rosyjskiego, wykazują niepokojącą analogię z ocenami poprzedniego lokatora Belwederu. Oczywiście, byłoby przesadą zestawianie kilku wypowiedzi polityka PiS z wielowątkową, prorosyjską polityką Komorowskiego, jednak nie sposób nie dostrzec, że pan prezydent formułuje oceny tyleż fałszywe, jak groźne.
Absolutnie nie uważam, aby Rosja była naszym wrogiem Nigdy takie słowo nie padło z moich ust ani żadnego odpowiedzialnego polityka w Polsce, aby Rosja była naszym nieprzyjacielem czy wrogiem” – oświadczył A. Duda podczas wizyty w Danii. „Rosja jest przede wszystkim sąsiadem (…)  jest partnerem specyficznym”.

niedziela, 5 czerwca 2016

POLITYCY I „WŁADCY TAJEMNIC”

Urzędowy optymizm rządzących w sprawach związanych z bezpieczeństwem, rażąco koliduje z oceną wydarzeń z ostatnich miesięcy i dowodzi raczej prymatu partyjnej demagogii niż troski o stan państwa.
Wprawdzie partia Jarosława Kaczyńskiego nigdy nie przywiązywała nadmiernej uwagi do tematyki bezpieczeństwa, to po objęciu rządów wykazuje w tym zakresie niepokojącą bierność i indolencję. Może sobie na to pozwolić, ponieważ większość elektoratu PiS jest całkowicie obojętna na sprawy zagrożeń i podporządkowuje swoje aspiracje staraniom o dobre samopoczucie polityków i powodzenie partyjnych geszeftów.
Już ubiegłoroczne wystąpienie premier Beaty Szydło i deklaracje szefa MSWiA Błaszaka dowodziły lekceważenia kwestii bezpieczeństwa i nonszalancji wobec wyborców. W listopadzie 2015 roku, na zakończenie odprawy służb specjalnych w sprawie zagrożenia terrorystycznego, pani premier zapewniła publicznie - "Polacy mogą się czuć bezpiecznie”, zaś nowy szef MSWiA oświadczył, iż „polskie służby są przygotowane do tego, by sprostać wyzwaniom i zapewnić bezpieczeństwo Polakom”.
Nikt wówczas nie zapytał - jak to możliwe, że w trakcie jednego tygodnia od objęcia rządów przez PiS, dokonała się tak znacząca sanacja służb specjalnych? Kto i jakimi metodami sprawił, że funkcjonariusze tych służb, obciążeni nieudolnością, hańbą Smoleńska i wieloletnią rolą "zbrojnego ramienia" reżimu PO-PSL, stali się nagle gwarantami naszego bezpieczeństwa? W kontekście ocen, jakie na temat służb III RP formułowali politycy PiS w czasie kampanii wyborczej, to oświadczenie raziło wyjątkową demagogią i fałszem.
Kolejne miesiące przyniosły wydarzenia, które powinny wstrząsnąć opinią publiczną i wywołać uzasadnione obawy o stan bezpieczeństwa państwa. Powinny też prowokować do pytań – o realne reformy w służbach specjalnych, o kierowanie i zarządzanie działaniami tych służb, o skuteczność nadzoru ze strony grupy rządzącej oraz ochronę interesów państwa i obywateli.
Kombinacja związana z odwołaniem komendanta głównego policji, incydent z uszkodzoną oponą w samochodzie prezydenckim, samobójstwo płk. Berdychowskiego, próby organizowania zamachów terrorystycznych, cyberataki na polskie banki i urzędy, policyjna prowokacja podczas manifestacji w Gdańsku, podłożenie ładunku wybuchowego we Wrocławiu, liczne alarmy bombowe w ministerstwach i instytucjach państwowych, samobójstwo wysokiego oficera SKW – by wymienić tylko najbardziej spektakularne sytuacje z ostatnich miesięcy.
Choć wspominam o wydarzeniach o różnym ciężarze i właściwościach, nietrudno dostrzec, że ich nagła kumulacja może prowadzić do wytworzenia atmosfery zagrożenia, a nawet sugerować, że mamy do czynienia z celowym i konsekwentnie realizowanym scenariuszem. Wielu obserwatorów trafnie wskazuje, że kontekst takich epizodów można oceniać w perspektywie warszawskiego szczytu NATO i przykładać doń miarę wzrostu aktywności obcej agentury.

poniedziałek, 23 maja 2016

CYROGRAF

Aneks do Raportu z Weryfikacji WSI, sprawa zabójstwa księdza Jerzego, strategia bezpieczeństwa narodowego, sądowe zeznania świadka Winiarskiego, publicystyka Wojciecha Sumlińskiego.
Co łączy te różne tematy i sprawia, że można dopatrywać się w nich wspólnego mianownika? Znajduję jedną, podstawową cechę – wszystkie są związane z osobą Bronisława Komorowskiego i z środowiskiem, któremu patronował były lokator Belwederu. Wszystkie też należą do spraw skrupulatnie przemilczanych i ignorowanych przez Andrzeja Dudę i układ rządzący.
Prezydent mówił, że aneks jest dokumentem wymierzonym w niego. Przecież to jest 800 stron tekstu, tam są dokumenty, nazwiska, dane pokazujące przestępcze działania WSI. Jeśli cały ten dokument, w przekonaniu prezydenta Bronisława Komorowskiego, jest wymierzony przeciwko niemu, a jest tam mowa o setkach przestępstw, jest aktem oskarżenia przeciwko niemu, to rzeczywiście Prezydent Komorowski ma się czego obawiać. To pozwala lepiej zrozumieć jego ostatnie działania. Jego działania z ostatnich siedmiu lat, a głównie pięciu lat, są obecnie znacznie lepiej zrozumiałe.” – przypomniał Antoni Macierewicz, w grudniu 2014 roku, komentując sądowe zeznania Komorowskiego w sprawie afery marszałkowej.
W roku 2007 Komisja Weryfikacyjna WSI przekazała do Instytutu Pamięci Narodowej dokumenty, z których wynikało, że w dniu uprowadzenia księdza Jerzego funkcjonariusze WSW monitorowali działanie grupy esbeckich porywaczy. Wojskowi byli w Górsku - miejscu uprowadzenia, jak również w kolejnych miejscach, do których przewożono księdza Jerzego. W jednym z dokumentów znajdował się zapis, iż wojskowi znaleźli się w tych miejscach w związku z prowadzoną przez nich sprawą „Popiel", a taki kryptonim nosiła akcja inwigilacji księdza przez SB. O związkach „wojskówki” z zabójstwem księdza Jerzego mówił także prokurator Andrzej Witkowski, który od wielu miesięcy oczekuje na przywrócenie do śledztwa w sprawie mordu założycielskiego III RP. Odkrycie tych związków i próba postawienia przed sądem Cz.Kiszczaka i ludzi służb wojskowych, były bezpośrednią przyczyną, dla której prokuratorowi dwukrotnie odbierano śledztwo.

poniedziałek, 9 maja 2016

SPEKTAKL „DEMOKRACJI III RP” - CZY OSTATNIA MISJA AGENTA ?

Ukrywanie wiedzy o stanie państwa i zaniechanie oceny okresu rządów PO-PSL, jest dowodem rzeczywistych intencji Prawa i Sprawiedliwości oraz jedną z przesłanek wskazujących na fikcyjność „dobrej zmiany”. Świadczy również, że partia pana Kaczyńskiego traktuje instrumentalnie sprawę rozliczenia poprzedniego reżimu i zamierza zignorować oczekiwania wyborców.
Każdy, kto świadomie przeżył ostatnie osiem lat wie, że rządy PO-PSL były największym nieszczęściem, jakie dotknęło Polaków od czasu magdalenkowego szalbierstwa. Nie tylko z uwagi na rozliczne akty zaprzaństwa, zamach smoleński i skutki zbliżenia z kremlowskimi bandytami, ale z powodu ogromu przestępstw, afer i pospolitych niegodziwości, jakich dopuszczali się przedstawiciele tego reżimu. Przez długie osiem lat mój kraj był pustoszony przez grupę regresywnych, prymitywnych typów, powiązanych wspólnotą kłamstwa i nienawiści, a  niemal każdy dzień przynosił wiedzę o kolejnych aktach podłości i nadużywania prawa. Nie były to pojedyncze incydenty, ale planowe i konsekwentne działania mające na celu represjonowanie obywateli i budowę państwa policyjnego.
Jestem przekonany, że Polacy nie wybrali Andrzeja Dudy z powodu jego doświadczenia politycznego i składanych „obietnic wyborczych”, lecz dlatego, że mieli dość prezydentury opartej na fałszu, agresji i totalnej ignorancji. Nie powierzyli rządów politykom PiS, bo liczyli na „linię porozumienia” i obietnicę 500+, ale to, by przeciąć łańcuch hańby i upokorzeń i wyrwać Polskę z łap łajdaków i sukcesorów komunizmu.
Bez rzetelnej oceny tego okresu, bez prawdy o realiach III RP i napiętnowania winnych wieloletniej zapaści – próżne są nadzieje na jakąkolwiek „zmianę”.
Tymczasem po sześciu miesiącach sprawowania władzy przez układ Prawa i Sprawiedliwości, nie tylko nie mamy informacji o kulisach rządów reżimu PO-PSL, ale nie doczekaliśmy się próby wyjaśnienia jakichkolwiek przestępstw, afer i matactw poprzedniej ekipy. Przez ostatnie pół roku rząd PiS nie przedstawił ani jednego audytu ministerialnego i nie sformułował żadnego zarzutu pod adresem przedstawicieli reżimu. Polacy nadal nie wiedzą o korupcji, nepotyzmie czy ustawionych przetargach. „Odzyskana” przez PiS prokuratura nie prowadzi postępowań w sprawie afery marszałkowej, stoczniowej, gazowej czy hazardowej, ani w żadnej z setek innych afer, o jakich słyszeliśmy w ciągu ostatnich lat. Nic nie słychać o odpowiedzialności karnej i politycznej za paktowanie z Putinem, o zarzutach zdrady dyplomatycznej, o szukaniu winnych represji i przestępstw sądowych, o rozliczeniu samowoli służb specjalnych, o ściganiu służalczych sędziów, prokuratorów i policjantów. Zadziwia też nonszalancja, z jaką prezydent Andrzej Duda traktuje sprawę Aneksu do Raportu z Weryfikacji WSI – dokumentu, który jest źródłem bezcennej wiedzy o funkcjonowaniu przestępczego układu III RP. „Ta sprawa nie jest w tej chwili najważniejsza” – orzekł następca B. Komorowskiego. „Mam znacznie poważniejsze sprawy, co do których zobowiązałem się względem wyborców” – uznał prezydent i do tej chwili odmawia nawet ujawnienia, czy jest w posiadaniu tajnego dokumentu.
Tylko dwie przyczyny mogą tłumaczyć taką sytuację – albo przez osiem lat popełnialiśmy kardynalny błąd, dopatrując się zła w rządach reżimu PO-PSL, albo obecna ekipa chce ukryć przed Polakami wiedzę o funkcjonowaniu „demokracji” III RP i zamierza uciec od obowiązku rozliczenia poprzedników.
Zdecydowanie odrzucam płytkie sofizmaty, którymi wyznawcy partyjnych dogmatów i żurnaliści „wolnych mediów” karmią wyborców PiS. Wyjaśnienia w rodzaju – „to za wcześniej”, „nie jest to dobry czas”, „nie można dawać powodów do ataku”, „trzeba prowadzić spokojną grę i uśpić przeciwnika” – nie zasługują na uwagę ludzi rozumnych. Takie brednie słyszeliśmy przez ostatnie ćwierćwiecze, a pojawiają się wówczas, gdy próbuje się ukryć przed Polakami prawdę lub chce rozgrzeszać błędy i zaniechania polityków. Wiarygodności takich stwierdzeń nie potwierdzają żadne fakty i nigdy nie słyszano, by hordy barbarzyńców zaniechały ataków z powodu uległości ofiary. Dowodzi tego również buta dzisiejszych „targowiczan”, wynikająca z poczucia bezkarności i wiary w niemoc PiS.

piątek, 22 kwietnia 2016

SZCZYT NATO - POD DYKTATEM ROSJI ?

„NATO nie wybuduje w Polsce stałych baz” - oświadczyli podczas konferencji GLOBSEC niemiecka minister obrony Ursula von der Leyen i zastępca sekretarza obrony USA ds polityki europejskiej i NATO, James Townsend.
Była to odpowiedź na apel szefa MSZ Witolda Waszczykowskiego, który podczas tej samej konferencji oznajmił, że oczekuje "obecności, obecności i jeszcze raz obecności" wojsk Sojuszu jako "symbolu gotowości do obrony wschodniej flanki NATO”.
Oświadczenie polityków USA i Niemiec nie jest zaskakujące. W lutym br. w tekście „W przededniu ofensywy ruskiej siły” napisałem - „Istnieje groźba, że NATO ulegnie dyktatowi Kremla i  -w zamian za „misję stabilizacyjną” w Syrii , zrezygnuje z planów wzmocnienia sił na Wschodzie Europy oraz zaakceptuje faktyczną aneksję Ukrainy. Decyzje mogą zapaść w najbliższych tygodniach, a ich zakres będzie kamuflowany do czasu warszawskiego Szczytu NATO”.
Już przed kilkoma miesiącami Putin postawił USA i NATO wobec alternatywy – wzmocnić wschodnią flankę i odstraszać agresora od państw bałtyckich i Polski, czy też  - postawić na ochronę południowych granic, walkę w Syrii i pokonanie tzw. państwa islamskiego?
Pisałem wówczas, że stoimy w obliczu silnej ofensywy rosyjskiej, której jednym z celów jest zablokowanie projektów służących bezpieczeństwu Polski. Do tej ofensywy Rosja przygotowywała się od wielu miesięcy. Kolejne etapy polegały na: wywołaniu „fali imigrantów” i (dzięki pomocy niemieckiej sojuszniczki) ulokowaniu ich w Europie, intensyfikacji wojny w Syrii i politycznym wzmocnieniu reżimu Assada, sprowokowaniu aktów przemocy z udziałem hord muzułmańskich i zastraszaniu społeczeństw Zachodu, eskalacji ataków na chrześcijan na Bliskim Wschodzie, zaktywizowaniu agentury cerkiewnej i kościelnej oraz podjęciu zabiegów dyplomatycznych w USA i UE.

sobota, 9 kwietnia 2016

GDYBY PAN COGITO NIE BAŁ SIĘ POTWORA …


Rozsądni mówią, że można współżyć z potworem, należy tylko unikać gwałtownych ruchów, gwałtownej mowy. Rozsądni wierzą w mechanizmy demokracji, deliberują uczenie o potrzebie konsensusu i próbują omijać potwora szerokim łukiem, zapewniając siebie i innych o potędze karty wyborczej i potrzebie konstruktywnych działań. Ich strach nie ma twarzy umarłego, umarli są dla nich łagodni.
Rozsądni uznali, że ocaleli aby żyć, a ich świadectwo ma być dane w warunkach „demokracji”, w czasie politycznych debat i rzeczowej polemiki. Już dziś cyzelują przyszłe wystąpienia i z kilku sofizmatów próbują sklecić parcianą logikę – nie mieliśmy dokąd odejść, zostaliśmy na śmietniku, zrobiliśmy porządek, kości i blachę oddaliśmy do archiwum.
Rozsądni „chcą łączyć nie dzielić”, głoszą dogmaty „dobrych zmian” i zapewniają o odrzuceniu „zemsty i odwetu”. Wprawdzie dialektyka oprawców nadal brzmi złowrogo i nie da się dostrzec żadnej dystynkcji w rozumowaniu, rozsądni ufają w cywilizowane normy i pokładają nadzieję w formie kamienia albo liścia Wierzą w mądrość Polaków, a nawet w to, że polskość jest zaledwie „wartością dodaną” do miejsca urodzenia i tam, gdzie przez mgłę widać tylko ogromny pysk nicości trzeba wypatrywać twarzy rodaka, brata, przyjaciela. Wystarczy wierzyć. Jak wtedy, gdy futrzana czapka spada na baranie oczy.
Rozsądni odrzucają zgubne podziały i każą słuchać mądrej Natury, która zaleca mimetyzm. Uwielbiają prowadzić strategiczną grę Kropotkin, która ma wiele zalet, wyzwala wyobraźnię historyczną i poczucie solidarności. Jeśli nawet obfituje w dramatyczne epizody, to jej reguły są szlachetne. Dlatego rozsądni rozstawiają figury na wielkiej tablicy imaginacji , na której nie ma miejsca na niewdzięczne role bękartów ani dialektykę My i Oni.
Nie zrobią tego nawet wówczas, gdy opadnie groza, pogasną reflektory i odkryjemy że jesteśmy na śmietniku w bardzo dziwnych pozach, jedni z wyciągniętą szyją, drudzy z otwartymi ustami z których sączyła się jeszcze ojczyzna. W ucieczce przed potworem - tak bardzo chcieliby ocalić życie na niby, że na końcu swoich dni ponieść zwyczajną śmierć, bez glorii, powaleni bezwładem.

Czas, w którym zbrodnia będzie nazwana, nadejdzie nieuchronnie. Jak chwila, by zrozumieć, że dowodem istnienia potwora są jego ofiary i zmierzyć się nie tylko z prawdą o zbrodni, ale stokroć straszniejszą - prawdą o istnieniu potwora.
Ci, którzy są winni zbrodni już budzą się z krzykiem, gdy nawiedza ich sen cesarza szukającego szpary, w którą mógłby się wcisnąć. Z obawy, że  podłoga jest gładka i śliska wciąż posyłają kolejnych żołnierzy, by chodzili wokół sypialni z obnażonymi mieczami.
To już niczego nie zmieni.
Czas, w którym zbrodnia zostanie nazwana postawi nas twarzą w twarz z potworem. Nie takim, jakiego widzieliśmy dotąd na ekranach telewizorów, ubranym w drogie garnitury i służbowe grymasy, namaszczonym na miano „opozycji” i „partnerów w dialogu”. Do końca nie wiadomo – czy będzie miał wtedy spoconą gębę i przyspieszony ze strachu oddech czy tylko przywdzieje kolejną maskę i śmiejąc się z gapiów regulaminowo zastuka kopytami.
O jego twarzy zdecydują rozsądni, wybierając jedną ze ścieżek -  na prawo (gdzie) było źródło lub na lewo (gdzie) było wzgórze. Oni wiedzą, że nie można mieć zarazem źródła i wzgórza idei i liścia i przelać wielość bez szatańskich pieców ciemnej alchemii zbyt jasnej abstrakcji. Oni zrozumieli, że obywatele szyją nowe sztandary niewinnie białe i nie wypada postępować wbrew radom stoików.
Drogę na wprost  - gdzie niewola niewolą, nóż jest nożem a śmierć śmiercią - wskażą tylko poeci i kilku nieuleczalnych marzycieli.
Kiedykolwiek nadejdzie ten czas, na krótką chwilę przywróci nam prawa utracone przed laty. Pierwsze – do czerpania ze śmierci tych, których dosięgła nienawiść. Przed siedemdziesięcioma laty i dziś.
Drugie – do semantycznego ładu i prostoty wyboru: tak lub nie.
Ten czas rozstrzygnie – czy dołączymy do grona przodków czy staniemy się potworem.

piątek, 1 kwietnia 2016

ZBRODNIA ZAŁOŻYCIELSKA III RP MUSI ZOSTAĆ WYJAŚNIONA

Każdy, kto nosi w sobie pragnienie wolnej Polski, musi zrozumieć, że sprawa zabójstwa księdza Jerzego Popiełuszki nie jest „tematem historycznym” ani „kwestią polityczną”, lecz wciąż żywą, nieprzedawnioną rzeczywistością, która ukształtowała fundamenty III RP i nadal decyduje o naszej przyszłości.
Przez 30 lat, w oparciu o farsę tzw. procesu toruńskiego wmawiano Polakom, że winni tej zbrodni ponieśli już karę. Ówczesna władza stworzyła powtarzaną do dziś legendę o wyłącznej winie czterech funkcjonariuszy SB i na tym kłamstwie oparła koncepcję „historycznego kompromisu” katów z ofiarami. Legendę uwiarygodnili sami esbecy, do końca odgrywając swoje role. W niezmienionej formie, kłamstwo to narzucone siłą komunistycznej propagandy, zostało przyjęte i zaakceptowane w III RP, stając się fundamentem komunistycznej sukcesji.  Odtąd wszystkie środowiska uczestniczące w zmowie milczenia przyjęły na siebie rolę zakładników zbrodni oraz odpowiedzialność za ukrywanie prawdziwych sprawców i mocodawców.  Depozyt ten do dziś daje gwarancję bezkarności komunistycznym oprawcom i stanowi „aksjologiczne spoiwo” łączące funkcjonariuszy bezpieki, ludzi Kościoła i „demokratycznej opozycji”.
Przypomnę, że Polacy i polski Kościół otrzymali szczególny nakaz od świętego Jana Pawła II. 27 listopada 1984 roku, nasz papież zobowiązał polski Kościół do wyjaśnienia prawdy o śmierci księdza Jerzego i w słowach - "Kościół nie może dopuścić, by zleceniodawcy zabójstwa księdza pozostali nieznani" – zawarł niespełniony do dziś testament.
Wszelkie próby zdemaskowania prawdziwych okoliczności zabójstwa, były i są skutecznie blokowane. To jedna z najistotniejszych wskazówek, jak z fundamentalną i żywą sprawą mamy do czynienia. W niewyjaśnionych okolicznościach ginęli świadkowie, innych zastraszano i nakłaniano do milczenia. Ludzi, którzy wykazali dość odwagi, by naruszyć tajemnicę tej zbrodni nazwano szaleńcami i fantastami. Odmówiono im prawa do zajmowania się tematem, przemilczano ich argumenty, szykanowano lub skazano na zapomnienie. Tak postąpiono z prokuratorem Andrzejem Witkowskim, tak również potraktowano księdza Stanisława Małkowskiego i Wojciecha Sumlińskiego.
Jeśli ktoś mówi dziś o potrzebie „dobrych zmian” i chce odbudowy autentycznej wspólnoty narodowej, musi też podjąć wyzwanie związane z tajemnicą zbrodni założycielskiej III RP. Tylko prawda o tym - kto naprawdę zabił księdza Jerzego, kim byli mocodawcy zbrodni i ludzie towarzyszący esbeckim porywaczom, może zburzyć fundament, na których wspiera się triumwirat morderców, tchórzy i donosicieli. Bez zrozumienia tego obowiązku, próżne są deklaracje patriotyzmu i wierności polskim ideałom, próżne epatowanie walką z patologiami tego państwa. Póki tryumfuje kłamstwo o zbrodni założycielskiej i trwa tchórzliwa zasłona milczenia – nie może być wolnej Polski.
Dlatego każdy, kto próbuje uciekać od tego obowiązku lub chciałby zamilczeć wołanie o prawdę – okłamuje siebie i innych i staje się zakładnikiem zbrodniczej intrygi.
Od wielu miesięcy jesteśmy świadkami wyjątkowo niegodziwej i ordynarnej mistyfikacji, której ofiarą ponownie staje się prawda o śmierci świętego Jerzego.
Do prezydenta Andrzeja Dudy skierowano co najmniej pięć petycji, których autorzy domagali się podjęcia sprawy zabójstwa Kapelana Solidarności i powierzenia śledztwa prokuratorowi Andrzejowi Witkowskiemu. Mam na myśli petycję Wojciecha Sumlińskiego, podpisaną przez kilkanaście tysięcy Polaków, apele księdza Stanisława Małkowskiego, Kornela Morawieckiego i środowiska kibiców oraz apel prof. dr hab. Stanisława Mikołajczaka, złożony w imieniu naukowców i pracowników uniwersyteckich zrzeszonych w Akademickich Klubach Obywatelskich im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. W tym apelu znalazły się szczególnie ważne słowa – „Odzyskaliśmy niepodległość także dzięki ofierze Księdza Jerzego. Dlatego mamy obowiązek stać po stronie prawdy i dążyć do jej całkowitego ujawnienia”.